poniedziałek, 21 stycznia 2013

Próba


„Nie trzeba się nikogo bać.
A jeśli ktoś się kogoś boi, to dlatego, że udzielił temu komuś jakiejś władzy nad sobą.”
~Hermann Hesse, „Demian”

Rok 1545
Wenecja, Włochy
Pokój, który jej przydzielono nie należał do największych, najpiękniejszych i najlepiej umeblowanych. Rozglądając się po wnętrzu zdała sobie sprawę, że izdebka będzie jej domem przez dłuższy czas. Chciała ograniczyć spędzane tu dnie do minimum, ale ku rozpaczy rudowłosej Saga była zbyt potężną czarownicą, aby unieszkodliwić ją w parę sekund. Miriam nie dorastała wiekowej wiedźmie do pięt i musiała się z tym pogodzić.
Westchnęła i usiadła na derce leżącej pod ścianą, która miała służyć jej za posłanie. Klitka, w której ją ulokowano była naprawdę mała; klaustrofobiczne przestrzenie nie wpływały dobrze na nastrój Miriam, uwielbiającej czuć wolność, wiatr we włosach i odrobinę adrenaliny. Tutaj, to wszystko było niemożliwym do osiągnięcia. Przed nią stał rozklekotany stolik, na nim zaś paląca się świeca, rzucająca blade światło w niewielkim kręgu. Za szafę służyć miał sporych rozmiarów kufer. Nie spodziewała się luksusów, ale liczyła chociaż na łóżko.
Marszcząc czoło, ułożyła się na twardej, drewnianej posadzce. Naburmuszona nabrała powietrza w płuca i przymknęła powieki. Nie tak wyobrażała sobie drogę po władzę, nie tak miała wyglądać zwycięska ścieżka, która powinna kroczyć dumnie, powinna mieszkać w wielkim dworze, powinna…
Zerwała się do pozycji siedzącej, słysząc czyjeś kroki pod drzwiami do izby. Panika ogarniająca w tym momencie kobietę była jak najbardziej uzasadniona – większość kobiet, uważających się za czarownice miała swoje rodziny i mieszkała w różnych częściach miasta, wywodziła się z różnych środowisk, nie brakowało tutaj bogatych dam, służących czy żebraczek. Magia była czymś, co pociągało wielu, ale tylko nieliczny potrafili zrozumieć jej prawdziwą naturę. Nieliczni mogli ujrzeć potencjał tego, co nieokiełznane. Magia mogła pomóc zdobyć władzę, a Miriam władzy pragnęła. Praktycznie od zawsze.
Ktoś pchnął drzwi, ale te pozostałe nieruchome. Skobel, który je przytrzymywał, spełniał swoje zadanie. Rudowłosa wstała i rozejrzała się dookoła. Wyciągnęła sztylet skrywany w skórzanym woreczku.
­— Miriam, otwórz drzwi. Chcę tylko porozmawiać.
Rozpoznała głos Sagi i odetchnęła – nikt nie planował zamachu na jej życie podczas pierwszej spędzonej tutaj nocy. Mimo wszystko, obecność wiedźmy zaskoczyła młodą kobietę, która dość nieufnie otworzyła drzwi i skinęła przy tym lekko głową. Wysoka, wychudzona kobieta skierowała spojrzenie niewidzących oczu na twarz nowej adeptki.
— Mogę wejść? – spytała łagodnie i spokojnie, robiąc krok w przód. Miriam nie miała innego wyboru, jak usunąć się w bok i wpuścić do środka białowłosą. — Może i jestem ślepa, moja droga, ale nie głupia. Chciałabym, abyś teraz wyznała mi prawdziwy powód, dla którego tutaj przybyłaś.
Kiedy Saga znalazła się w pokoju, drzwi zamknęły się same z hukiem, który pewnie pobudził wszystkie kobiety znajdujące się w tej chwili w domu. Miriam cofnęła się, nadal trzymając sztylet w gotowości. Naprawdę, obudziło się w niej pragnienie zabicia czarownicy, zdobycia medalionu, gwarantującego nieśmiertelność i rozpoczęcie kolejnego etapu swojego planu.
— Już mówiłam, że przybyłam się uczyć. Nie mam żadnych ukrytych zamiarów, które…
— Oczywiście, że masz. Jak już zdążyłam zauważyć, Miriam, nie jestem głupia, a ty kiepsko kłamiesz. Od wieków nie spotkałam kogoś z tak silną, naturalną magią w sobie. Jesteś naprawdę potężna, a potężni ludzie zwykle są niebezpieczni, chytrzy i przebiegli. Czas nauczył mnie, aby nie ufać tym najsilniejszym i aby nigdy nie poddawać się ich władzy. Na razie jesteś tylko zwykłym pionkiem, kto wie, być może w rękach samego szatana.
— Nie wiem o czym mówisz — warknęła, zdając sobie sprawę, że Saga ciągle jej się przygląda. Jakby doszukiwała się… Niczego nie doszukiwała. Była ślepa! — Chcę się tylko uczyć.
— Dlaczego? – Spokój i opanowanie z jakim wypowiadała się Saga potrafił być irytujący. Zdawała się wszystko wiedzieć i widzieć, chociaż w gruncie rzeczy była tylko starym próchnem. Nie mogła mieć pojęcia, co czai się w umyśle i sercu rudowłosej.
— Słucham? Co dlaczego? Dlaczego przybyłam się uczyć? Głupie pytanie – odparła szybko, kręcąc przy tym z niedowierzaniem głową. Prychnęła, jak małe rozkapryszone dziecko i cofnęła się o krok, natrafiając na stolik.
— Miriam. Dlaczego kłamiesz? Kłamstwo jest złem, nie takim koniecznym, jakby się mogło wydawać…
— I kto to mówi? Wiedźma, która w ciągu swojego życia zabiła setki! Jestem przekonana, że…
— Nie zabiłam nikogo niewinnego. Nie praktykuję czarnej magii. Wydaje mi się, że rozumiem, moje drogie dziecko. Dobrej nocy. — Odwróciła się na pięcie, ruszając w kierunku drzwi, które otworzyły się przed nią, jakby były zaczarowane.
To twoja szansa, Miriam. Możesz ją teraz zabić – podpowiadał cicho uparty głosik w głowie, przejmujący kontrolę nad ciałem młodej czarownicy. Zdawać by się mogło, że pochłonięta jest rządzą władzy, że przesiąknięta jest złem do samego szpiku kości. W gruncie rzeczy uważała się za pokrzywdzoną przez los i chciała, aby wszyscy, którzy przyczynili się do jej nieszczęścia, odpokutowali swoje winy.
Rzuciła się na Sagę, próbując dźgnąć ją w plecy. Nic z tego, sztylet nie napotkał żadnego oporu w postaci ubrania, skóry, mięśni czy nawet kości. Nic, jakby postać Sagi była obłoczkiem. Dobrze zmaterializowanym obłoczkiem.
— Nie zabijesz iluzji. Ale możesz lepiej chronić umysł. Faktycznie, musisz nauczyć się wielu rzeczy…
Zniknęła. Ot tak, po prostu, jakby nigdy jej tu nie było.
Miriam otworzyła oczy i wpatrywała się w sufit, dopiero teraz podnosząc się do pozycji siedzącej. To wszystko działo się tylko w jej głowie? Dlaczego była tak podatna? Dlaczego nie potrafiła wyczuć cudzej manipulacji? Próbowała zabić Sagę. Teraz niczego nie mogła być pewna. Warknęła cicho, zaciskając dłonie w pięści. Przekreśliła szansę na wszystko, na naukę, na podstęp, który zaplanowała. Była głupia, impulsywna i dziecinna.
Opadła na derkę, kiedy cisza w domu świadczyła o tym, że nikt nie został poinformowany o jej nieudanym zamachu. Miała parę godzin. Parę, krótkich godzin, które uciekały jej spomiędzy palców. Nie umiała zatrzymać czasu. Nie było na to sposobu. Zamknęła powieki.
~ Isaac, potrzebuję pomocy…
Myślowy komunikat powinien dotrzeć do adresata, jeśli jego umysł był otwarty, jasny i przejrzysty. Istniały jednak szanse na to, że wampir akurat się zabawia, zapominając o swoim obowiązku wobec młodej przyjaciółki.  

Aktualności

Blablabalanba
dskdnsd
new york college


mnjskdn sw