„Nie trzeba się
nikogo bać.
A jeśli ktoś się
kogoś boi, to dlatego, że udzielił temu komuś jakiejś władzy nad sobą.”
~Hermann Hesse,
„Demian”
Rok
1545
Wenecja,
Włochy
Pokój,
który jej przydzielono nie należał do największych, najpiękniejszych i
najlepiej umeblowanych. Rozglądając się po wnętrzu zdała sobie sprawę, że
izdebka będzie jej domem przez dłuższy czas. Chciała ograniczyć spędzane tu
dnie do minimum, ale ku rozpaczy rudowłosej Saga była zbyt potężną czarownicą,
aby unieszkodliwić ją w parę sekund. Miriam nie dorastała wiekowej wiedźmie do
pięt i musiała się z tym pogodzić.
Westchnęła
i usiadła na derce leżącej pod ścianą, która miała służyć jej za posłanie.
Klitka, w której ją ulokowano była naprawdę mała; klaustrofobiczne przestrzenie
nie wpływały dobrze na nastrój Miriam, uwielbiającej czuć wolność, wiatr we
włosach i odrobinę adrenaliny. Tutaj, to wszystko było niemożliwym do
osiągnięcia. Przed nią stał rozklekotany stolik, na nim zaś paląca się świeca,
rzucająca blade światło w niewielkim kręgu. Za szafę służyć miał sporych
rozmiarów kufer. Nie spodziewała się luksusów, ale liczyła chociaż na łóżko.
Marszcząc
czoło, ułożyła się na twardej, drewnianej posadzce. Naburmuszona nabrała
powietrza w płuca i przymknęła powieki. Nie tak wyobrażała sobie drogę po
władzę, nie tak miała wyglądać zwycięska ścieżka, która powinna kroczyć dumnie,
powinna mieszkać w wielkim dworze, powinna…
Zerwała
się do pozycji siedzącej, słysząc czyjeś kroki pod drzwiami do izby. Panika
ogarniająca w tym momencie kobietę była jak najbardziej uzasadniona – większość
kobiet, uważających się za czarownice miała swoje rodziny i mieszkała w różnych
częściach miasta, wywodziła się z różnych środowisk, nie brakowało tutaj
bogatych dam, służących czy żebraczek. Magia była czymś, co pociągało wielu,
ale tylko nieliczny potrafili zrozumieć jej prawdziwą naturę. Nieliczni mogli
ujrzeć potencjał tego, co nieokiełznane. Magia mogła pomóc zdobyć władzę, a
Miriam władzy pragnęła. Praktycznie od zawsze.
Ktoś
pchnął drzwi, ale te pozostałe nieruchome. Skobel, który je przytrzymywał, spełniał
swoje zadanie. Rudowłosa wstała i rozejrzała się dookoła. Wyciągnęła sztylet
skrywany w skórzanym woreczku.
—
Miriam, otwórz drzwi. Chcę tylko porozmawiać.
Rozpoznała
głos Sagi i odetchnęła – nikt nie planował zamachu na jej życie podczas pierwszej
spędzonej tutaj nocy. Mimo wszystko, obecność wiedźmy zaskoczyła młodą kobietę,
która dość nieufnie otworzyła drzwi i skinęła przy tym lekko głową. Wysoka,
wychudzona kobieta skierowała spojrzenie niewidzących oczu na twarz nowej
adeptki.
—
Mogę wejść? – spytała łagodnie i spokojnie, robiąc krok w przód. Miriam nie
miała innego wyboru, jak usunąć się w bok i wpuścić do środka białowłosą. —
Może i jestem ślepa, moja droga, ale nie głupia. Chciałabym, abyś teraz wyznała
mi prawdziwy powód, dla którego tutaj przybyłaś.
Kiedy
Saga znalazła się w pokoju, drzwi zamknęły się same z hukiem, który pewnie
pobudził wszystkie kobiety znajdujące się w tej chwili w domu. Miriam cofnęła
się, nadal trzymając sztylet w gotowości. Naprawdę, obudziło się w niej pragnienie
zabicia czarownicy, zdobycia medalionu, gwarantującego nieśmiertelność i
rozpoczęcie kolejnego etapu swojego planu.
—
Już mówiłam, że przybyłam się uczyć. Nie mam żadnych ukrytych zamiarów, które…
—
Oczywiście, że masz. Jak już zdążyłam zauważyć, Miriam, nie jestem głupia, a ty
kiepsko kłamiesz. Od wieków nie spotkałam kogoś z tak silną, naturalną magią w
sobie. Jesteś naprawdę potężna, a potężni ludzie zwykle są niebezpieczni,
chytrzy i przebiegli. Czas nauczył mnie, aby nie ufać tym najsilniejszym i aby
nigdy nie poddawać się ich władzy. Na razie jesteś tylko zwykłym pionkiem, kto
wie, być może w rękach samego szatana.
—
Nie wiem o czym mówisz — warknęła, zdając sobie sprawę, że Saga ciągle jej się
przygląda. Jakby doszukiwała się… Niczego nie doszukiwała. Była ślepa! — Chcę
się tylko uczyć.
—
Dlaczego? – Spokój i opanowanie z jakim wypowiadała się Saga potrafił być
irytujący. Zdawała się wszystko wiedzieć i widzieć, chociaż w gruncie rzeczy
była tylko starym próchnem. Nie mogła mieć pojęcia, co czai się w umyśle i
sercu rudowłosej.
—
Słucham? Co dlaczego? Dlaczego przybyłam się uczyć? Głupie pytanie – odparła
szybko, kręcąc przy tym z niedowierzaniem głową. Prychnęła, jak małe
rozkapryszone dziecko i cofnęła się o krok, natrafiając na stolik.
—
Miriam. Dlaczego kłamiesz? Kłamstwo jest złem, nie takim koniecznym, jakby się
mogło wydawać…
—
I kto to mówi? Wiedźma, która w ciągu swojego życia zabiła setki! Jestem
przekonana, że…
—
Nie zabiłam nikogo niewinnego. Nie praktykuję czarnej magii. Wydaje mi się, że
rozumiem, moje drogie dziecko. Dobrej nocy. — Odwróciła się na pięcie, ruszając
w kierunku drzwi, które otworzyły się przed nią, jakby były zaczarowane.
To
twoja szansa, Miriam. Możesz ją teraz zabić – podpowiadał cicho uparty głosik w
głowie, przejmujący kontrolę nad ciałem młodej czarownicy. Zdawać by się mogło,
że pochłonięta jest rządzą władzy, że przesiąknięta jest złem do samego szpiku
kości. W gruncie rzeczy uważała się za pokrzywdzoną przez los i chciała, aby
wszyscy, którzy przyczynili się do jej nieszczęścia, odpokutowali swoje winy.
Rzuciła
się na Sagę, próbując dźgnąć ją w plecy. Nic z tego, sztylet nie napotkał
żadnego oporu w postaci ubrania, skóry, mięśni czy nawet kości. Nic, jakby
postać Sagi była obłoczkiem. Dobrze zmaterializowanym obłoczkiem.
—
Nie zabijesz iluzji. Ale możesz lepiej chronić umysł. Faktycznie, musisz
nauczyć się wielu rzeczy…
Zniknęła.
Ot tak, po prostu, jakby nigdy jej tu nie było.
Miriam
otworzyła oczy i wpatrywała się w sufit, dopiero teraz podnosząc się do pozycji
siedzącej. To wszystko działo się tylko w jej głowie? Dlaczego była tak
podatna? Dlaczego nie potrafiła wyczuć cudzej manipulacji? Próbowała zabić
Sagę. Teraz niczego nie mogła być pewna. Warknęła cicho, zaciskając dłonie w
pięści. Przekreśliła szansę na wszystko, na naukę, na podstęp, który
zaplanowała. Była głupia, impulsywna i dziecinna.
Opadła
na derkę, kiedy cisza w domu świadczyła o tym, że nikt nie został poinformowany
o jej nieudanym zamachu. Miała parę godzin. Parę, krótkich godzin, które uciekały
jej spomiędzy palców. Nie umiała zatrzymać czasu. Nie było na to sposobu.
Zamknęła powieki.
~
Isaac, potrzebuję pomocy…
Myślowy
komunikat powinien dotrzeć do adresata, jeśli jego umysł był otwarty, jasny i
przejrzysty. Istniały jednak szanse na to, że wampir akurat się zabawia,
zapominając o swoim obowiązku wobec młodej przyjaciółki.
prókssa c jdkfws dcjdpof jmwkdlf vmcsklnjvcsdlkmncsdlkcnsdlkcnsdlnsdl/cnsadl/dnkcslkfnslknalkcnaljdpac;ka
OdpowiedzUsuń